poniedziałek, 17 listopada 2008

Tehran - Iran

Czesc-mam na imie Mariam. Tak zaczela sie krotka wowczas konwersacja z poznana dziewczyna w autobusie do Teheranu. Krotka, bo bylo juz po polnocy i czekala nas 5-godzinna jazda, wiec trzeba bylo isc spac. Jak bedziemy w Teheranie to jak chcesz to Ci pomoge (od ilu juz ludzi to slyszalem w Iranie-i ju wiem co te slowa oznaczaja-prawdziwa pomoc).
Przyjezdzajac do stolicy Mariam zorganizowala transport do jej domu (kobieta samotna zaprosila mnie do swego domu w tym kraju! zakazane). Nastepnie po wzieciu prysznica pokazala mi swoja kolecje alkoholi-no coz jest tu drogi, bo...jest zakazany. Ceny spod lady-litr wodki 30-40 euro, whisky 30euro, wino ormianskie-10-20euro. Nie kupi sie tego w sklepie, a jak zlapia Ciebie na piciu to zaaresztuja i dadza na przyszlosc 30batow.Hmn...Dobra perspektywa dla alkoholikow. Udalismy sie nastepnie do jej pracy i tam przeczekalem ponad godzine na Mohammeda-mego znajomego z CS. Przyjechal po mnie i pojechalismy po wstapieniu z jego siostra i Iris-turystka z Holandii, ktora udawala sie do Pakistanu (bardzo, jak sie pozniej okazalo, poplurana droga wsrod globtroterow z Europy cel w Iranie). Rozpisalem sie duzo w ostatnim poscie, wiec w skrocie, co mnie spotkalo w Teheranie: spedzilem 4 dni tutaj, glownie po to, by wyzdrowiec (udalo sie) z zemsty faraona; w domu Mohamada bylo super, bo sprobowalem wielu potraw dzieki kuchni jego mamy; jego kolega zabral nas na nocna przejazdzke po miescie, podczas ktorej przy spacerze w gory spadl snieg; bylismy tez u jego super znajmych, gdzie spiewali swoje piesni, przy narodowych instrumentach muzycznych, a ja musialem zaspiewac polska (co wybralem? oczywiscie-Na zielonej Ukrainie :)); bylem na uniwersytecie teheranskim , do ktorego wejscie jest strzezoen prawie jak do fortecy, bylem rowniez przy nieczynnej od czasow rewolucji (1979rok) ambasadzie USA (obecna dziala przy ambasadzie Szwajcarii), przy mauzoleum Choeminiego (co ciekawe Chomeini zazyczyl by miejsce to bylo miejscem, gdzie moga przyjsc i wypoczac ludzie, miec dobry czas, urzadzac piknik-prosil, by nie stawiano mu meczetu-ale wbrew temu powstaje tam meczet wiekszy niz bazylika w Licheniu; tam tez przy przeszukiwaniu mnie znaleziono u mnie gaz-posiadanie jest zakazane, ale po wylegitymowaniu mnie, puszczono mnie wolno :)); wizyta na cmentarzy wojny iransko-irackiej (lata 80-te) tez pozostala w pamieci; byla tez rozmowa z ambasada polska (a co? nie mozna zapytac, co slychac u Pana ambasadora?:)).
Czwratego dnia, ulubionym srodkiem lokomocji-metrem pojechalem na dworzec skad udalem sie do swietego miasta szyitow Mashhad.